Miasto

DSC07537Tydzień temu Gosia Wasielewska, trenerka Pepe, zasugerowała, aby kolejny trening odbył się w przestrzeni miejskiej. Wczoraj szczeniak poznał czym pachnie i jak brzmi Szczecin.

Pepe chłonął miasto. Obserwował ludzi, badał nabrzeże Odry, poznawał statki i… przestraszył się tramwaju.

Wspólnie wykonywaliśmy wszystkie znane sztuczki, na ławkach i na nowych dla Pepe powierzchniach. Było: siad, leżeć, roluj, obrót, zostań, do mnie, czekaj, łapa, noga, idziemy itd. Początkowo Pepe z trudem skupiał swoją uwagę na mnie i na pracy. Potrzebował za każdym razem chwili, aby oswoić otoczenie. Jednak gdy tylko poczuł się bezpiecznie, wchodził w tryb pracy i oddawał się wykonywanym zadaniom.

Była z nami również Martyna Ożóg odpowiedzialna za Animal Snapshots. Z niecierpliwością wyczekujemy przesyłki z porcją nowych zdjęć 🙂

Reklamy

Sesja

Pod koniec października skontaktowała się z nami Martyna Ożóg, odpowiedzialna za Animal Snapshots, z propozycją wykonania zdjęć podczas treningu Pepe. Śledząc w sieci losy szczeniaków Ścigając Wiatr, zachwyciła się ich nakrapianą urodą.

Z Martyną spotkaliśmy się w jeden z ostatnich słonecznych listopadowych dni na terenie Szczecin Agility Team, gdzie zajęcia prowadziła Gosia Wasielewska.

Oto efekty pracy Martyny.
I wiele wskazuje na to, że niebawem będziemy mogli Wam zaprezentować kolejną odsłonę zdjęć – tym razem wersja „zimowa”.

Leszek

Pepe x Leszek

Leszek to ulubiona zabawka- pluszak naszego szczeniaczka. Wygląda niepozornie. W tej chwili trudno określić czym jest, czym był i czym będzie.

Tę zabawkę dostaliśmy od Kai Chudalewskiej z hodowli borderów Ścigając Wiatr. Był to prezent dla malucha. Chodziło o to, żeby „Misio”, tak na niego wtedy wołano, miał w nowym domu oraz podczas podróży do Szczecina coś noszącego zapach miejsca, które zna. I tak wraz z Pepe trafił do nas mocno używany pluszak.

Im częściej nasz border się nim bawił, tym mocniejsze stawało się we mnie poczucie, że pluszak powinien się jakoś nazywać. Z czasem dostał naznaczone brzemieniem imię Leszek. Leszek jest niebieski, bez żółtych uszu, ale za to z małymi czarnymi oczkami. Mam cztery łapy i ogromną głowę. Z każdym dniem robi mu się coraz większe rozdarcie pod szyją. Tak to jest, gdy jest się czyjąś ulubioną zabawką.

Sądzę, że dobrze jest poprosić hodowcę o jakiś przedmiot dla szczeniaka, który pachnie starym miejscem. Taka zabawka, kocyk, pielucha z tetry pomogą młodemu pieskowi przebyć spokojnie podróż do nowego domu, a z czasem staną się pewnie jego ulubioną zabawką.

[Łukasz]

Kong

Jedną z ulubionych zabawek naszego „borderowego dzidziusia” – jak nazywa Pepe nasza trenerka, Gosia Wasielewska – jest tytułowy kong.

Cała zabawa z kongiem polega na tym, że jest on pusty w środku i można napakować do niego przysmaków. I tutaj psiak ma pole do popisu, ponieważ, żeby dobrać się do pyszności ze środka, musi trochę pogłówkować.

Pepe dostaje konga zawsze, gdy wychodzimy do pracy. Zostawiamy go samego zajętego rozpracowywaniem tej zabawki. Obecnie Pepe zaczyna ząbkować, i żeby „osłodzić” mu trochę żywot w tym okresie, wkładamy konga do zamrażarki, a potem dajemy mu go zimnego do gryzienia, ale już bez smakołyków w środku. Świetny masaż dziąseł.

Zabawkę produkują Amerykanie z bardzo wytrzymałego i przyjaznego dla psa tworzywa. Reakcje w internecie na temat tego produktu są różne od zachwytu po skargi. Nasze ponad miesięcznie doświadczenia z Kongiem są póki co bardzo dobre.